Fryderyk Wilhelm Foerster
WYCHOWANIE DO GRZECZNOŚCI
Niejeden powiada: grzeczność wychowuje do fałszu, obłudy, niewierności człowieka wobec siebie samego. Człowiek przyzwyczaja się do wypowiadania czegoś, czemu nie odpowiada stan wewnętrzny. Na pewno zdarzają się przesady, które działają w ten sposób. Trzeba uznać słowa Storma: „Orzeźwiające są czasem złote bezwzględności”. W ogólności jednak należy przyzwyczajenie, najpierw zewnętrzne, do grzecznych form postępowania, do wielkiego i ważnego rozdziału: „Wychowanie z zewnątrz do wewnątrz” którego symbolem jest przywrócenie do życia topielca przy pomocy ruchów zewnętrznych, które wprawiają mechanicznie serce i płuca w ruch. Nasz psychofizyczny aparat jest właśnie tak osobliwie urządzony, że nie tylko dusza może spowodować ruchy cielesne, ale że również ruchy cielesne jak gest, maniery, zwyczaje i postawa mogą wprawiać duszę w ruch, tzn, działać pobudzająco na życie wewnętrzne i pobudzić do czynności leniwe serce. Przyzwyczajenie do zasad grzeczności jest wyrazem moralnego panowania elity nad masami, które w ten sposób najpierw tylko zewnętrznie doznają delikatniejszego traktowania ludzi. Przyzwyczajenie zaś do uprzejmego mówienia oddziałuje na także na człowieka wewnętrznego i ożywia w nim uczucie, które w ogólności dzięki jednostajności życia codziennego oraz brutalności walki o byt zbyt łatwo ulegają zniechęceniu oraz stłumieniu. Nie ulega np. wątpliwości, że uprzejmość języka francuskiego działa nadzwyczaj kształcąco i cywilizująco i dlatego ma w sobie wielką siłę kolonizacyjną. Chociażby nawet takie uprzejme i miłe zwroty daleko wyprzedzały więcej ociężałe uczucie, to mimo to nie jest to wychowaniem do fałszywości. Przeciwnie, właśnie ludziom, którzy nie obracają się w żadnym towarzystwie, grozi niebezpieczeństwo, by stali się niewiernymi sami sobie, tzn. mówić albo działać na podstawie jakiegoś przypadkowego chwilowego nastroju, sprzecznego z ich własnych głębszym usposobieniem. Stałe zasady i przyzwyczajenia dopomagają do pewnej stałości postępowania, chronią nas w momentach, kiedy nie jesteśmy na poziomie wewnętrznej równowagi, przed uległością w stosunku do takich nastrojów, czego później mocno żałujemy. W ten sposób np. maniery i formy gościnności, chociaż nieraz stają w sprzeczności z pewnym niegościnnym wewnętrznym usposobieniem, są jednak pierwszym przeciwdziałaniem przeciwko naiwnemu jedynowładztwu uczuć egoistycznych. Jeżeli pierwszy generała Armii Zbawienia wymagał od swych żołnierzy jako pierwszej czynności chrześcijańskiej karności, by w żaden sposób nie zdradzali doznanej przykrości wyrazem twarzy, to ten znawca dusz doskonale zdawał sobie sprawę, że ochrona zewnętrzna przeciwko zaniedbaniu osobistemu jest również bodźcem działającym do wewnątrz. W tym sensie mówił już Suso: „Milczenie ust jest poważnym środkiem do pokoju serca”. Główna przełożona angielskich sióstr Sacré-Coeur, J. E. Stuart, opublikowała książkę o katolickim wychowaniu dziewcząt (Londyn, 1912, po niemiecku u Herdera), gdzie podkreśla szczególne znaczenie obyczajów dla wychowania żeńskiego. Według jej zdania nie chodzi tu tylko o pewne reguły dla salonu, ale o „głębszy wymiar prawdziwej kobiecej szlachetności serca, wyrażającej się w delikatnym i bezinteresownym uwzględnianiu uczuć osób innych”. Należycie zrozumiany ceremoniał Kościoła z całą jego praktyką, uwydatnia wewnętrznych uczuć w służbie zewnętrznej i w formie zewnętrznej, jest najskuteczniejszym przygotowaniem i natchnieniem dla kultury formy w obejściu z ludźmi. Wobec szczególnej skłonności młodzieży do selfindulgence oraz wobec ogólnego zdziczenia sposobu pożycia z ludźmi staje się jakaś wyraźnie ustalona ochrona przeciwko popędom egoistycznym zupełnie nieodzowną. Takie obyczaje przełamują głuchą gnuśność życia, jaźni, dążą do przytomności umysłu i samokontroli i przypominają ustawicznie człowiekowi, że nie tylko on sam żyje. Czy my naprawdę nie za mało doceniamy ważności zewnętrznych zwyczajów obejścia dla szczęścia i nieszczęścia we współżyciu z ludźmi? Ileż jest ludzi, którzy noszą w sobie najlepsze zamiary, którzy jednak nigdy nie nauczyli się, ażeby stan wewnętrzny uwydatnić na zewnątrz, by wypowiedzieć na czasie słowo dobrotliwe, słowo współczucia, uznania albo wdzięczności. Żyją oni w śmiertelnym milczeniu i zdolni są tylko do wybuchów niezadowolenia i zdenerwowania – aż śmierć położy kres ich tępocie umysłowej. Pewien znawca ludzi powiada: „Nie ma nic takiego, co by miłość domową tak łatwo rozkładało, jak niegrzeczne formy obejścia”. Wczesne przytrzymywanie do kultury wyrazu – przy czym trzeba pamiętać koniecznie o skromności – ma także i pod tym względem swe głębokie znaczenie.
Anglik wytworzył w wychowaniu gentelmana cały kodeks grzecznych i bezwzględnych obyczajów, w których człowiek społeczny występuje jako kontrast człowieka „pasożyta”, który swego bliźniego oraz całą ludzką społeczność wprzęga zawsze w rydwan swoich osobistych celów i nie zna ofiar i względów dla obcego trybu życia. Anglik dobrze wychowany – może on należy także do stanu robotniczego – spogląda ze zdziwieniem na dwóch ludzi, którzy w obecności innych osób, nawet w publicznym parku, głośno rozmawiają. To nieuważanie na obecność innej osoby, to przeszkadzające wpadanie w jej sferę, nie uchodzi za „gentelmanlike”. Coleridge powiedział: „Istotą gentelmana jest rycerska uwaga w zupełnie drobnych sprawach życia”. Pisarz siedemnastego wieku zauważył, że o istocie grzeczności pouczyło nas Niebo, kiedy archanioł Gabriel pozdrowił błogosławioną dziewicę.




