„Jachting Log-Book”

 

Zaczarowany jacht

Zaczarowana załoga

Zaczarowany wiatr.

 

Załoga: uczniowie Gimnazjum i Liceum im św. Tomasza z Akwinu w Józefowie

Akwinata Team

Jacht typ Phila 880 – pow. żagli 40m2

Port macierzysty: Ruciane Nida

Rejs rozpoczęty 03-09-2013 zakończony 07-09-2013

 

 

Anno Domini 2013. Miesiąca września dzień trzeci.

Godzina 20:15. Nadmieniamy że wieczór był chłodny 13°C, więc zaokrętowanie na jacht przebiegło rześko. Jach został odebrany, zbiorniki zatankowane, silnik sprawdzony. W nocy wiatr. ” ..To nie wiatr, to szloch na wszystkich kontynentach i archipelagach”. „..od Oceanu do Oceanu, od Gibraltaru do Uralu”

Anno Domini 2013. Miesiąca września dzień czwarty

 

godzina 08 pobudka, 12°C …/… koło dziesiątej wstaliśmy; spojrzenie w niebo nie wróżyło słonecznej pogody.

…Dwóch plotkarzy (gęby ponure, od gęb ponurych strońcie) zobaczyło niewielką chmurę rano na horyzoncie. „Deszczowa!” – powiada pierwszy. „Gradowa!” – ten drugi plecie.

„A w każdym razie koszmar.” (To zdanie rzekli w duecie.) „A z chmury (szept)… pan już wie…” „Wiem, wszak nie jestem idiotą.” „Chmura obrywa się.” „No i co dalej?” – „Potop: …

…A nagle wietrzyk zawiał i chmurę owiał i rozwiał. Szkoda tylko zakładu, bo ni deszczu, ni gradu…”

 

Śniadanie. A opowiedział co i gdzie kiełkuje, potem sprawy organizacyjne, klar i takie tam… w końcu wyszliśmy i o 13:00 zaplanowana przez kapitana wizyta w wyłuszczarni nasion.

W wyłuszczarni przywitał nas koncert sygnalistów myśliwskich (myślimy że to nie przypadek) i szef wyłuszczarni tzw. Big Boss. Głównym zajęciem wyłuszczarni jest wyłuszczanie. Nam nie pozostaje nic innego jak również wyłuszczyć co nieco. Zabytkową Wyłuszczarnię nasion im Zdzisława Brońskiego w Rucianem Nidach zbudowano w 1890 roku. Była to największa wyłuszczarnia na terenach dawnych Prus. Główny magazyn może pomieścić jednorazowo aż 180 ton szyszek, a trzeba pamiętać że w czasie suszenia ich objętość wzrasta dwukrotnie. Szyszek nie zbiera się z przypadkowych drzew ale z tak zwanych Wyłączonych Drzewostanów Nasiennych i drzew doborowych. Od uruchomienia wyłuszczarni po II wojnie światowej wyłuszczono w niej 15000 ton szyszek, uzyskując około 220 ton nasion. Wyłuszczarnia w Rucianem jest typu bębnowego, działa prawie jak perpetuum mobile, gdyż opalana jest wyłuszczonymi szyszkami. W ogóle, przy jej konstrukcji zastosowano podglądanie i naśladownictwo (natury) oraz doświadczenia nabyte w Fińskiej łaźni do kontroli wykorzystując tajemniczy psychometr. Wyłuszczone nasiona przechowuje się wraz z próżnią w szklanych butlach, w ciemności i temp.+ 4°C . Tak magazynuje się nasiona własne nadleśnictwa maskulińskie oraz w depozyty nasion innych nadleśnictw. Część nasion świerka przechowuje się w Banku Genów. Po wyłuszczarni oprowadzał nas sam szef wyłuszczarni on też fachowo zdiagnozował naszą dietę (sam cukier i jogurty!) wyłuszczył nam też przyczynę tej diagnozy. Cała wizyta była naprawdę rewelacyjna (ponieważ szef nie przechowywał swojej wiedzy w próżni…).

Po tym edukacyjnym zwiedzaniu trudno zgodzić się ze słowami Poety: „…to po co pośpiech ten, niech w wilgoci dojrzewa nasienie — wolno, wolno nasienie drżenie. Świat to drżenie…”

Po wszystkim zobaczyliśmy ogródek dendrologiczny a obok plaster. Plaster z pnia ponad 300 letniego dębu gruby i stary quercus ten spotkał Fryderyka II von Hohenzollern zwanego Wielkim lub wprost przeciwnie. Przetrwał kilka solidnych burz, atak Strzygoni i Barczatki, pożary, wejścia i wyjścia wojsk.. W końcu po ostatnim wyjściu Rosjan usechł. Miał dość?

Po powrocie pod żywy Dąb kuchnia jachtowa wydała, a załoga zjadła dębowego kurczaka z miękkim ryżem lub całkowicie odwrotnie, choć nie do końca, bo jak widać załoga przeżyła, na szczęście… Niech żyje Akwinata Team!

Chcąc w demokratyczny sposób rozwiązać kwestię wypłynięcia na szerokie wody, nieoczekiwanie rozstrzygnęliśmy tę kwestię obradując do wieczora. Demokracja okazała się całkowicie niewydolnym, choć w pewnym sensie bardzo skutecznym systemem sprawowania władzy. Na szczęście kapitan przejął decyzje w swoje ręce i wieczór spędzaliśmy na zażartym bilardzie, biorąc wzór z kapitana-dyktatora i próbując zdobyć dominację nad resztą załogi. Gra przeciągnęła się do pierwszych mgieł. Mgły przypomniały nam o kurtynie pokładowego teatrzyku „Zielona Gęś”. Skutkiem powyższego przy wieczornej herbacie nawiedził nas „Biurokrata na wakacjach” w jednym akcie. Potem, z rozpędu przeczytaliśmy kilka wierszy.

Kolacja – nad kolacje rarytas, płachetka zwyczajna (Rozites caperatus) w śmietanie dar portowego tambylca, vivat i Bóg zapłać.

„…Już dzisiaj inteligenckie kiszeczki rydzyków strawić nie mogą, a rewolucja podchodzi – jak księżyc pod płot – ale zupełnie inną drogą..”

 

Anno Domini 2013. Miesiąca września dzień piąty

„…Biurokrata (jw.): Nic nie rozumiem! (rozglądając się do dokoła rozmarzonym wzrokiem) Zapowiada się piękny dzień.”

Poranek 13°C rozpoczęliśmy zwykłą żeglarską kiełbasą z widokiem na półwysep Koński Ostrów. Kapitan podśpiewywał wczoraj czytany wiersz „jutro popłyniemy daleko”. Cieszyliśmy się że to dopiero jutro i że zapewne dzisiejszy dzień spędzimy kontynuując wczorajszego Snooker’a. Niestety zaczęliśmy od zmywania garnków. Kapitan udowodnił nam, że jutro to dziś zarówno: „..W morzu. W górach. W kaloszach. I boso. Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą…” W myśl słynnej zasady rozsławionej podczas poprzedniego rejsu: „Jeśli wydaje Ci się, że masz rację to…”. Boże chroń Kapitana!…

9:00 po wypłynięciu z portu wciągamy żagle. 1° B, bezchmurnie, słonecznie, przepływamy pod drutami, po czym z powodu dotkliwego braku wiatru o 09:45 zrzucamy szmaty (z masztu) kładziemy maszt i oglądając dwa Blockhaus’y dla ckmów z pierwszej wojny światowej, płyniemy przez Kanał Nidzki. 10:05 Jezioro Guzianka Wielka i za dwie chwile j. Guzianka Mała. Przed śluzą czekała nas niemiła niespodzianka. Czekaliśmy na redzie „Guzianka” na transmazurzak Roś. 40 minut później nadal na redzie, zatem H wygłosił referat o silnikach 4suwowych.

Po wpłynięciu do śluzy okazało się, że obsługa zbiera jałmużnę. W śluzie powołaliśmy komisję, której misją było rozstrzygnięcie sporu dotyczącego śluzu w śluzie. Komisja napotkała na nieznaczne śliskości na ściankach śluzy nie spełniające jednak definicji śluzu. Reasumując informujemy szkolną brać: śluzu w śluzie brak.

Po opuszczeniu śluzy, jezioro Bełdany. Godzina 12:10 stawiamy maszt i żagle, temperatura 24°C, słońce, wiatr 1°-2° B . „..Pokłonimy się nowym brzegom, Odkryjemy nowe zatoki; Nowe ryby znajdziemy w jeziorach, Nowe gwiazdy złowimy w niebie, Popłyniemy daleko, daleko, Jak najdalej, jak najdalej przed siebie… ” Cel Mikołajki.

Mozolnie halsując słuchamy jak A i Z gawędzą o żubrokrowach ich turbo-rogach i podobnych mutantach, dowartościowujemy się Chopinem, Bachem, Strausem II, Mocartem, czyli typową muzyką dla żeglarzy i kierowców.” ..Cóż to za rozkosz błądzić przez pokoje z Panią Muzyką we dwoje!..”

Mijamy: 13:00 Piaski, 14:05 Kamień, 15:20 prom linowy w Wierzbie w końcu zaczyna wiać od jeziora Mikołajskiego. Ideologiczne odchylenie spowodowało czasową zmianę kursu. 15:40 Przeczka. Wpływamy na Śniardwy, 1-2° w marzeniach do 3°B, bezchmurnie, słońce. Daleko od brzegu spotykamy wyrośniętego pingwina robimy fotki. To popływaliśmy kurs na Mikołajki.

„…Bez p a t r i p a t r i a e, bez wzmianek w gazecie, bez pomp i trąb uroczystych…” 18:00, przybijamy do betonowej kei w Mikołajkach zaraz za rafo-rurą.

Zasłużona Kolacja ??? W kwestii tego problemu zdaliśmy się na osąd kapitana, który na szczęście był głodny. Kucharz Hermenegildo podał „Comer con un tenedor la pasta con una salsa rica” . Podczas kolacji występ lokalnej trupy teatralnej w spektaklu „tu ryby pan nie złowisz” . Potem wieczorne spacery po Mikołajkach, Król Sielaw i „wspomnienia” z Westerplatte, a spacer zakończony w portowej tawernie, toastem czekoladowym na gorąco za tych, co na wodzie.

Po powrocie na pokład czekała nas niespodzianka: Zielona Gęś według Hamleta w jednym akcie. Widownia biła brawo brawurowo. Potem „…bo jak muzyka Albeniza przewraca nas na łóżko wiatr…”

 

Anno Domini 2013. Miesiąca września dzień szósty

7:30 pobudka, (załoga.. „..rozdziera szaty, ale ceruje je natychmiast…”) portowe spa, śniadanie „jajecznica mikołajska” ala Mikołajki, wizyta w kościele. Święty Mikołaj z Miry patron parafii, który jest przecież patronem marynarzy i rybaków, idealnie pasował i pasuje do tego miejsca. Stąd też nazwa Mikołajki. 09:30 rzucamy cumy, kurs na Śluzę Guziankę, wiatr 2 °B do 3°B, słońce 23°C.

Z snuje opowieść o silnikach dwusuwowych. Jednym halsem i z jednym niezbyt kontrolowanym bączkiem (a to z powodu małego pieska ) o 12:30 docieramy do Guzianki. Tu Z postanowił sprawdzić jaką wyporność mają jego n-buty. Okazało się że „… wszystkie trzewiki przeszyła złota nitka muzyki…,krawcy i szewcy, zduni, poeci, tkacze i tracze, baby i dzieci w ślad za butami, wszyscy w ślad w daleki świat, zielony świat,” – a wyporność dodatkowo dostateczna.

W śluzie śluzowy znów zbierał, a po śluzie kapitan oświadczył „czas na Pranie”. Wypływając na Guziankę Małą i Dużą oraz kanał Nidzki kuchnia rozpoczęła przygotowania do obiadu i po postawieniu masztu i żagli na jeziorze Nidzkim, na wysokości Ptaskiego Ostrowia kuchnia wydała obiad podając gołąbki z makaronem po Nidzku, czyli na zimno! „…bądźmyż więc słońcu radzi, ono dzieci przygrzewa i starców jak gołąbki..”

Pomost w Praniu 16:00. Nie można było przybić do pomostu, więc czekały nas emocje zagrożone pamiętnym skroczeniem… zdziwiła nas ta mielizna przed „domem” poety. Po pokonaniu stu iluś stopni dotarliśmy do leśniczówki.

„Dom na wzgórzu.

Z oknami dziesięcioma.

W każdym oknie pelargonia nieruchoma.

Dom ceglany w słońcu się rumieni

jakby wielkie jabłko na jesieni.

Pelargonie stoją w równym rzędzie.

Dzikie wino zwiesza się wszędzie.

Powój pachnie. Pszczoły miód biorą.

W górze las. A w dole jezioro…”

 

Przed nią siedział skulony i zziębnięty poeta. Okryliśmy go szkolną marynarką, nobilitując przy tym ją lub niego. Spiżowy Gałczyński okazał się małomówny (co było przewidywalne) w przeciwieństwie do karykatury turysty z tzw. wycieczki zakładowej. Otoczeni chwałą samarytan wkroczyliśmy do leśniczówki. W środku, oprócz zaczarowanego dorożkarza czekała na nas zielona gęś z tabliczką, że ją skradziono. Zagadka wyjaśniła się wkrótce, gdyż przy pomoście nad jeziorem, u podnóża Prania polował lis. Ten Vulpes vulpes zapewne był sprawcą kradzieży połączonej z oczywistą konsumpcją tej Anser anser viride. Dlatego szeroko zakrojona akcja policji skończyła się flautą. Flauta dopadła nas w zatoczce trzcinowej gdzie rzuciliśmy kotwicę, by zażyć kąpieli „…wtedy… nogi. Wymocz nogi. Chlup, chlup, chlup – i nie ma trwogi… ” Niestety niedane nam było jej zażyć w spokoju, gdyż groźny Król Sielaw, plenipotent samego Neptuna na tych terenach przysłał dwa białe wrogo nastawione stworzenia, które w końcu udało się skutecznie zniechęcić (usura remus).

„..Wspólnym wysiłkiem ządu i społecenstwa pozbyliśmy się zabiego bezecenstwa – panowie, do gory głowy i syje!..”

Po kąpieli w blasku zachodzącego słońca dotarł do nas zimny oddech jesieni.

„..Gdy trzcina zaczyna płowieć, a żołądź większy w dąbrowie, znak, że lata złote nogi już się szykują do drogi…”

Siłą wyobraźni zaczęliśmy wracać do portu. 20:10 cumujemy „Pod Dębem”

Wieczorem kiełbaski na gorąco ala Queen i ostatnie w sezonie wieczorne przedstawienie Pokładowego Teatrzyku Zielona Gęś. Na afiszu „Idiota niezłomny”! a po spektaklu gwałtowne brawa i cały zespół: „..(z towarzyszeniem orkiestry): Podnieśmy straszny lament, on zasypia na ament,..”.

 

Anno Domini 2013. Miesiąca września dzień siódmy

07:00 śniadanie „…a może byś co zjadł, na przykład, ze dwa leszcze… (soprany): Lico blade jak zima. On najwyżej wytrzyma ze dwie minuty jeszcze…” klar portowy na jachcie, czyli szykowanie do przekazania jachtu armatorowi. 11:00 zejście załogi na ląd „…Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych?…” wyokrętowanie.

Ahoj do przyszłego roku.

 

W dzienniku wykorzystano fragmenty wierszy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego:

Tatuś ,Umarł Stalin, Anińskie Noce, Dwóch plotkarzy, Bal u Salomona, Rozmowa liryczna, Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha , Carmen Sowizdrzalicum, Kronika olsztyńska ,Piękne dziewczyny, Strasna zaba, Wit Stwosz, Moczmy Nogi, Buty szewca Szymona, Ocalić od zapomnienia, Jutro popłyniemy daleko, fragmenty przedstawień teatrzyku Zielona Gęś Biurokrata na wakacjach, Hamlet, Idiota niezłomny i może inne.

Oraz cytaty sławnej wędrownej grupy artystycznej Akwinata Team ZOO (spółka z ograniczeniami ortograficznymi).

 

Za innym klasykiem:

Koniec i bomba,

Kto czytał ten trąba!